06 listopada 2011





Umcia już od małego wykazywała talent do tropienia, używanie węchu w celu odnalezienia czegoś było dla niej całkowicie naturalne i nie miała nigdy nic przeciwko, jeśli dołączałam do zabawy - zachęcając ją do poszukiwań. Szybko uznała, że węszenie jest czymś fajnym.
Pierwszy raz objawiło się to, kiedy tata przyniósł do domu pieczonego kurczaka, jak zwykle zawiniętego w sreberko i dodatkowo w siatkę. Położył go w kuchni, nie rozpakowując i wyszedł.
Powiem szczrze - naprawdę nie było go czuć. Ale Umcia WIEDZIAŁA ;>
Błyskawicznie zerwała się z pufy, na której leżała i bezbłędnie poleciała do kuchni. Z nosem w górze zaczęła łazić to tu, to tam, aż znalazła odpowiednie miejsce. Przednimi łapkami oparła się o szafkę, wskazując mi w której części blatu leży kurczak. Oczywiście dostała kawałek w nagrodę. Miała wtedy około 3-4 miesiące.

Dotąd mało ćwiczyłyśmy tropienie, bo szczerze powiedziawszy nigdy za szczególnie mnie to nie pociągało. Ale kiedyś, przy okazji ćwiczeń z Wigorem (bokser) do IPO, wzięłam też Umę. I znów mój cavik mnie nie zawiódł :3
Kiedy ja ukryłam się w krzakach, łaciata bezbłędnie, z nosem przy ziemi, doprowadziła do mnie moją mamę.
Dziś znów ćwiczyłyśmy, przy okazji prowadzenia przez moją mamę przygotowań do PT. I znów Umcia spisała się doskonale. Może zaczniemy coś robić w tym kierunku dalej...?





Nie tylko Umcia była dzisiaj na szkoleniu.
Jako, że chciałabym kiedyś zrobić z Flawi IPO1, zabrałam czekoladę ze sobą. Nie spodziewałam się szału, ponieważ jest jeszcze 3,5-miesięcznym szczeniaczkiem. Ona jednak też wykazała do tego zaskakujący talent! :3
Nawet mimo tego, że mocno utrudniłam jej zadanie. Sama ścieżka śladu była prosta - dosyć wyraźnie wydeptana, z potrójnym śladem, z tylko jednym delikatnym łukiem. Jednak przez swoją ciapowatość, nie zwróciłam uwagi, że nieco z boku po lekkim łuku prowadziła ścieżka saren. Oba tropy zetknęły się ze sobą i rozeszły na boki.
Jakby tego było mało, moja mama coś pogubiła się na tym śladzie i ostatecznie Flawka musiała sobie radzić sama. Był to jej pierwszy w życiu trop... ale podołała! :3
Sarnią ścieżkę zignorowała i z nosem przy ziemi doszła do mojej kryjówki <3

I nauka wyciągnięta :)
Flawi i Umie uruchomiły się nosy i widzę, że taka zabawa zaczyna im sprawiać radochę - co strasznie mnie cieszy.
Ja zaś nauczyłam się więcej o tropieniu, posiłkując się dodatkowo odpowiednią lekturą. Raczej nie wkręcę się w to nigdy na całego, ale wiedzy nigdy za wiele. A zadowolone paszcze moich psic - bezcenne :>
Tak więc polecam rozpoczęcie układania śladów - obojętnie jakiego macie psa - rekreacyjnie. Może odkryjecie w nim nowy talent...? :>





Zdjęcia z sesji jesiennej pod Olsztynem.
W przyszłym tygodniu pewnie wybiorę się tam znowu, na spotkanie z innymi bc.
A w niedzielę do Chorzowa, też z Flawką, też na spacerek integracyjny :D

7 komentarzy:

  1. Jak Flawi Ci rośnie. Jejku.
    My też doskonalimy się w kierunku tropienia =)
    Przepiękne zdjęcia.Pozdrawiamy !

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale masz ślicznego psiaka.... ;)
    no, no może i my spróbujemy, pozdrawiamy. =)

    OdpowiedzUsuń
  3. Próbujcie, zachęcajcie psy :3
    Ja dotąd nie doceniałam tropienia, odkąd nie zaczęłam czegoś robić w tym kierunku ;>

    OdpowiedzUsuń
  4. ooo.. to super ;)
    Ja też zauważyłam u Szakiego talent do tropienia,czasami się w to bawimy ale nie wiem co dokładnie robić w tym kierunku?
    Polecasz jakiś artykuł itd? :)
    oo,zapraszamy w przyszłym roku na zlot dogomaniacki w Dobrym Mieście : )

    OdpowiedzUsuń
  5. Polecam książkę: "Nowoczesne szkolenie psów tropiących" B.Górnego

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow! Flawcia szybko Ci rośnie :).
    Gratuluję Wam sukcesów ;)
    Justyna

    OdpowiedzUsuń
  7. Aż jestem ciekawa czy moje wiecznie węszące psie polubiło by tropienie, trzeba by spróbować ^^

    OdpowiedzUsuń